Minęło tyle czasu, a u mnie nic się nie zmienia. Nic nowego, kwestia przyzwyczajenia. Chociaż może pewna sprawa idzie powolutku, drobnymi, ale takimi naprawdę drobnymi krokami do przodu. Ogólnie jednak rzecz biorąc to jest nawet gorzej. Jak to ja musiałam znowu się zdebilnić przed oczami pewnych osób - również kwestia przyzwyczajenie. (istnieje takie słowo 'zdebilnić' ?) Nieważne. Jednak dziś postanowiłam coś zmienić. Skupię uwagę na tym, na czym powinnam, czyli na mojej przyszłości, szczególnie muzycznej. Tak więc zero miłości, chyba że w sztuce. Koniec. End. Bless.
I ja Palła King, przyrzekam, że ogarnę siebie, swoje marne życie, i serce, i rozum.